loader

Pomóc córeczce

Kurs Samokontroli Umysłu Metodą Silvy ukończyłem na początku października, a żona w grudniu 2008 roku. Każdego dnia poświęcamy trochę czasu na doskonalenie poznanych technik, a tym samym rozwój umysłu i ogólnie – życia. Z końcem roku stanęliśmy w obliczu sytuacji, która bardzo dobrze pokazała nam jak wielkimi możliwościami i skutecznością dysponuje ludzki umysł, wykorzystując poznane techniki.
W dniu 23 grudnia nasza córeczka (20 miesięcy) przewróciła się – nie widziałem jak to się stało, więc postanowiłem obejrzeć zdarzenie na „ekranie wyobraźni“, korzystając z zegara uniwersalnego, w laboratorium. Trochę się śpieszyłem, dość gwałtownie przekręciłem wskazówki zegara. Zobaczyłem córkę, ale nie zobaczyłem zdarzenia o które mi chodziło. Zamiast tego zauważyłem, że pokazuje palcem na górną część klatki piersiowej, poniżej szyi. Nie zinterpretowałem tej informacji, ale dobrze zapamiętałem.
W Wigilię, 24 grudnia rano dziecko bawiło się biżuterią żony. Nagle zauważyliśmy, że coś włożyła do buzi. Baliśmy się, że może połknąć jakiś drobny przedmiot, kawałek biżuterii, na dodatek wyglądało na to, że tak się właśnie stało. Klepnięcie w plecy pomogło, ale okoliczności sprawiły, że nie mieliśmy pewności czy przedmiot wypadł. Obserwowaliśmy dziecko – nic się nie działo. W momencie kiedy układaliśmy córeczkę do snu, drzemki w ciągu dnia, zauważyliśmy, że kładąc się zaczyna ciężko oddychać, jakby coś przeszkadzało. Przypomniałem sobie to, co widziałem w laboratorium. Podjąłem decyzję – jedziemy do szpitala dziecięcego.
W tym samym dniu, między 20:00 a 20:45 w rozwidleniu drzewa oskrzelowego znaleziono płaski bursztyn, o długości około 8 milimetrów. Mógł doprowadzić do zatrzymania pracy obu płuc. Gdyby nie intuicja, dziecko po prostu mogłoby się nie obudzić. Ale na tym się nie skończyło. Zabieg bronchoskopii wykonywany na 20 miesięcznym dziecku powoduje spore obrażenia drzewa oskrzelowego i rozedmę jednego lub obu płuc.
Święta spędziliśmy w szpitalu, ale mimo trudnych warunków mieliśmy możliwość pracować w alfa. Oboje zaczęliśmy naprawiać wszystkie części dróg oddechowych, w laboratorium. Drugiego dnia świąt córeczka została wypisana. Jeszcze trochę pracowaliśmy w laboratorium i problem zakończył się bez najmniejszego uszczerbku zdrowia.
Dodam, że w czasie wszystkich czynności jakie zostały przeprowadzone w szpitalu, rozciągniętych w czasie, pełnych strachu, korzystaliśmy z techniki trzech palców. Dzięki temu udało nam się ani na chwilę nie stracić nad tym wszystkim kontroli. Bez względu na czas, miejsce i okoliczności, techniki poznane w czasie kursu zawsze u nas działają i zawsze są skuteczne – mieliśmy okazję bardzo dobrze przekonać się o tym.

Ania i Tomek z Krakowa